2012-10-01
blogBackground

Peru - rozczarowanie


Park Narodowy Huascaran oczarował nas. Caraz, miasteczko w górach, wspaniały klimat, czysto, w miarę tanio, życzliwi ludzie, mało turystów, piękna pogoda. To miasto najbardziej nam się podobało ze wszystkich w tym parku.

 Stąd robiliśmy wypady w głębsze rejony cordyliery. Po kilku dniach pojechaliśmy na noc wysoko w góry, spaliśmy tuż pod przełęczą Puente Olimpica na prawie 5000m npm. Pierwszy raz tak wysoko. Skutki wysokości dało się odczuć już od pierwszej chwili. Zadyszka, kręcenie w głowie, brak apetytu i szybkie bicie serca. A noc była jeszcze trudniejsza. Nie mogliśmy spać, budziliśmy się. Wstaliśmy około 5:00. Śnieg padał w nocy, motor i namiot były pokryte cienką jego warstwą. Temperatura spadła z 4 stopni w dzień, poniżej 0 w nocy. Wstaliśmy tak wcześnie bo chcieliśmy uchwycić wschód słońca nad ośnieżonymi szczytami. Tuż obok było szmaragdowe jezioro. Widoki niepowtarzalne.

Huaraz było następnym postojem. To stolica tego regionu. W przewodniku zachwycano się tym miastem, ale muszę przyznać że nic nadzwyczajnego tu nie znaleźliśmy. Znowu drogo, tłocznie, turystycznie, brudno i mało ciekawie jak dla nas. Po dwóch dniach wstaliśmy wcześnie bo mieliśmy ponad 450km do zrobienia aby dostać się do Limy. Ludzie mówili 8h, ale nigdy nie wiadomo co się może zdarzyć po drodze.

 Musieliśmy zjechać z 4000m npm do 0m npm, Lima położona jest na wybrzeżu. Zajęło nam to 6h z kilkoma postojami. I o dziwo nie było gorąco na wybrzeżu. Widoki monotonne, sama pustynia i wielka bieda w koło. Lima natomiast to zupełnie inna planeta. Na przedmieściach wielka bieda, ubóstwo i niesamowity syf. Przerażające widoki rozlatujących się chat, śmieci, brudu i biedni ludzi. A centrum to przepych. Bogate, wymyślne domy z wysokimi murami i drutami pod napięciem na nich. Luksusowe sklepy, markety, centra handlowe, samochody. Tak wielkiej dysproporcji pomiędzy biednymi i bogatymi jeszcze nigdy nie widzieliśmy. Właściwie klasy średniej tu nie ma.

No i oczywiście ceny jak na stolice przystało. Mimo wielkomiejskiego klimatu, Lima nadal pozostaje daleko w tyle za Europejskimi miastami. Szukaliśmy tu impregnatu do butów z membraną Gota-tex ale niestety, mało kto w ogóle wiedział co to jest, i żaden z kilkunastu sklepów nie miał tego specyfiku. Rozczarowaliśmy się. Również rozczarowało nas podejście ludzi do turystów. Tutejsi ludzie może i są mili ale tylko dlatego że chcą na Tobie zarobić. Inaczej by sobie nie zawracali głowy.

W Limie załatwiliśmy wszystkie konieczne sprawy związane z motorem (wyprostowanie tarczy hamulcowej) oraz z zakupami nietypowych rzeczy. Ja (Ala) rozchorowałam się troszkę - zatrucie pokarmowe, ale coś z rodzaju tych poważniejszych bo musiałam udać się do lekarza i bez antybiotyków się nie obyło. Na szczęście po kilku dniach wszystko wróciło do normy. W Limie podobała nam się typowo turystyczna i bogata dzielnica Miraflores, tuż nad samym klifowym wybrzeżem, ze wspaniałymi parkami i możliwością zejścia do plaży. Bardzo fajnie i nowocześnie pomyślane obiekty, z możliwością uprawiania różnych sportów i rozwijania zainteresowań. Natomiast poruszanie się po ulicach Limy to czysty koszmar - większość ulic jest tu jednokierunkowa, a ruch uliczny jest niewyobrażalny. Najgorsze miasto po jakim do tej pory jeździliśmy. Nigdy więcej!!! Kolejnym obranym przez nas celem było Nazca.

 To pustynne miasto słynące z linii Nazca. Są to wielkie rysunki zwierząt, roślin oraz figur geometrycznych wykonane na pustynnej powierzchni, niektóre mierzą nawet do 300m długości. Szacuje się że wykonano je w okresie od 300 lat przed naszą erą do 600 lat naszej ery. Zostały przypadkowo odkryte przez niemieckiego naukowca który przelatywał nad tym obszarem małym samolotem. Naukowcy tylko mogą przypuszczać w jakim celu były one zbudowane, ostatnia teoria mówi że jest to "największy na świecie podręcznik z dziedziny astronomii".

 Rysunki sporządzono, usuwając z powierzchni czerwony żwir i odsłaniając jaśniejszą, żółtobiałą glebę. W ten sposób na ciemnym tle uwidoczniły się wyraźne linie. Ryty mają średnio 20 centymetrów głębokości i około metra szerokości. Indianie prawdopodobnie najpierw projektowali potężny kształt, którego nie byli w stanie ogarnąć wzrokiem, a potem przenosili kawałek po kawałku w ściśle określone miejsce. Na płaskowyżu Nazca znajdują się setki tych rysunków.

Jedynym sposobem aby je zobaczyć to z wysoka, a w pobliżu nie ma gór czy wzniesień. Pozostaje samolot. My lecieliśmy małą Cesną 4-osobową. Dowiedzieliśmy się również, że najlepiej lecieć rano, bo nie wieje wiatr, który wzburza pył przez co przejrzystość powietrza maleje, oraz ponoć mniej rzuca samolotem. Może jestem przewrażliwiona ale jak na mnie to i tak mocno rzucało, a ja cały lot trzymałam woreczek w pogotowiu. Na szczęście przelot trwał tylko pół godziny. Ale mimo nudności widoki były super.

Z Nazca wyruszyliśmy w kierunku Cuzco. Wiedzieliśmy że jest to droga asfaltowa i że mamy do pokonania około 650km ciągle pod górę Myśleliśmy że uda nam się to łyknąć w jeden dzień ale niestety musieliśmy się zatrzymać na nocleg w połowie drogi. Serpentyny nas chciały wykończyć. W wiosce nie było prądu, miał być około 19:00, ale rano o 9:00 gdy wyruszaliśmy nadal go nie było. Brak prądu w Peru to codzienność, ale nikt się tym za bardzo nie przejmuje. W większych miastach po prostu uruchamia się agregaty prądotwórcze. Kolejnego dnia dotarliśmy do Cuzco.

 Od samego początku podobało nam się tu. Piękne miasto położone na 3500m npm w dolinie. Pogoda wspaniała, słonecznie ale nie gorąco. Niestety znowu wysoko i pierwsze dni na kampie próbowaliśmy dojść do siebie. Herbatka z liści koki bardzo pomagała.

Na kampie mięliśmy wszystko: prąd, gorącą wodę, internet, kuchnie do dyspozycji, więc nie spieszyło nam się z wyjazdem. Zadomowiliśmy się więc tu i paliliśmy ognisko niemal co wieczór, objadając się kurczakiem i kukurydzą. Ale czas goni, pora deszczowa depcze nam po piętach więc postanowiliśmy ruszyć dalej. A naszym następnym celem było Machu Picchu.

blogBackground
Copyright © 2wheels2people.pl, Tarnowskie Góry 2012/2013r. (Code->kkamikaze)