
Decyzja zapadła
Podjęliśmy decyzje i jedziemy na południe z kilku powodów.
Po pierwsze : tam na północy (na wybrzeżu) było o wiele za gorąco i to była wręcz męczarnia. W tych
kombinezonach nie dało się wytrzymać a na tych drogach co chwile się trza było zatrzymywać bo hopki na drogach albo ciężarówki zdupcone ... masakra.
Po drugie : miejsce gdzie chcieliśmy dotrzeć w Wenezueli (Angels Falls najwyższy wodospad na świecie 979m) leży po drugiej stronie Wenezueli i do tego trzeba lecieć tam prywatnym samolotem a potem iść 2 dni w jedna stronę.
Odpuszczamy. Jedziemy dalej ... do Ekwadoru.
Jesteśmy w Medellin w Kolumbii i jutro wyjeżdżamy do Cali. Droga do Medellin była bardzo ciekawa i zajmująca. Jak wyjechaliśmy z wysokości 0 mnpm tak w najwyższym punkcie byliśmy na 2550 mnpm. Różnica temperatur 20 stopni. A tu w Medellinie na wysokości 1500 mnpm to idealnie 25 stopni. Wracając do drogi (krajowej) to same serpentyny i zakrętasy, do tego ciągła mijanka ciężarówek. Co chwila wyrwy w drodze, uskoki albo ziemia z usypisk na drodze. Ciężarówy z przeciwka na czołowe, chopie niezła jazda. Stefan to ma stalowe nerwy, bo ja to nie patrze jak on wyprzedza. A jakie niespodzianki ... jaszczury metrowe na drodze, kokosy, krowy, rzeki itp. Dziś odpoczynek. Jesteśmy w Hostelu, śpimy na piętrowych wozach w 11-osobowym pokoju. Ale za to w centrum Medellinu.
